Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Nie masz jeszcze konta na RatujemyZwierzaki.pl?
Kochani- udało się! Dwa cudowne serca ocalone.
Mama i synek są w naszej fundacji, szczęśliwe, że wreszcie mogły wyjść na padok... synek bardzo polubił się z innymi kucykami- Mamę nazwaliśmy Lukrecja, a małego Lukierek. Lukrecja zaczęła już leczenie kopyt, bo były one w okropnym stanie, widać, że kobyłka miała ochwat. Lukierkowi również trzeba zrobić kopytka, jednak damy mu na razie czas, aby się do nas przyzwyczaił, bo zarówno mama jak i synek, są bardzo nieufni względem człowieka- od samego początku obdarzamy ich mnóstwem miłości i na spokojnie, łapiemy z nimi zaufanie.
Dziękujemy w ich imieniu za pomoc i wyrwanie ich z okropnego losu- ich koszmar zamieniliśmy w bajkę!
Wchodząc do środka, one od razu uciekły w panice do rogu. Matka, zwracając głowę w moją stronę, otwierając szeroko nozdrza, bacznie mnie obserwowała. Jej ciało wciąż napięte, gotowe było do ochronienia przede mną swojego maleństwa, które drżąc ze strachu, wcisnęło się tuż za swoją mamę… Między ścianę a jej ciało, które miało być tarczą przed okrutnymi ludźmi.
Wyciągnęłam rękę do kobyłki, jednak ta od razu się cofnęła, nie dając mi nawet szansy na złapanie z nią kontaktu… Nie wiemy, czy była tak mocno skrzywdzona przez człowieka, czy była bita, czy cierpiała przez traktowanie ją jak ścierwo, nie wiemy, czy była zaniedbana, nie wiemy… Widzimy ją teraz, młodą matkę bojącą się o swoje maleństwo, które nie opuszcza jej na krok i tak samo jak i matka, tak i ono panicznie boi się człowieka… To małe serduszko paraliżuje strach, ciało ciągle gotowe jest do ucieczki, a dwa piękne oczka, mrugając co chwila, nie spuszczają ze mnie wzroku.
To jest koszmar. Koszmar młodej klaczy będącej matką, która zamiast żyć w godnych warunkach, jest u handlarza i jej synka, który zamiast biegać po łące, bawić się z innymi dzieciakami, zamknięty jest w ponurej stajni. Ich boks, jest ich więzieniem. Nie mogliśmy patrzeć na cierpienie mamy i jej synka. Daliśmy handlarzowi 500 złotych zaliczki i zabraliśmy kuce z tych okropnych warunków do siebie…
Dwa bijące serca, w tak potwornej sytuacji. Kochani, źrebak do prawidłowego rozwoju potrzebuje ruchu, młode ciało, musi się rozwijać, a zamknięte w boksie… Nie ma takiej możliwości. Młody ogierek cierpi razem ze swoją mamą. One mają tylko siebie - matko nie! To, co je spotkało, ten stres związany z transportem, te warunki, to zniewolenie i koszmar związany ze znalezieniem się w poczekalni na śmierć nie powinno nigdy się wydarzyć. Tym bardziej w życiu młodego, pełnego życia i chęci końskiego dziecka, a już tak bardzo skrzywdzonego!
Jednak najgorsze jest to, co dopiero przed nimi. Handlarz rad jest z tego, że kobyłka szybko tyje. Już jest grubiutka, a niedawno tu trafiła. Za to źrebaczek, z tego stresu, wcale nie rośnie… i to będzie dramat, bo zapewne już nie długo, matka ogierka zostanie zapakowana na transport do rzeźni, a mały synek zostanie. Po stracie matki jeszcze bardziej zacznie cierpieć, jeszcze bardziej zacznie się stresować, aż wreszcie, smutek ciążący na jego sercu, będzie nie do uniesienia. I źrebaczek, stanie się wrakiem konia. I nie ważne, że jest dzieckiem- w jednej chwili zrobi się otępiały, bezradny a wszystko będzie dla niego obojętne. Dorastać będzie w koszmarze, w miejscu, gdzie o konie dba się jedynie przez ciągłe ich karmienie. Reszta jest nieważna…
Uratujmy matkę i tego źrebaka, póki mamy jeszcze co ratować. Póki matka jeszcze żyje, a źrebaczek ma jeszcze te iskierki w oku, póki ich nadzieja i chęć do życia nie umarła… Póki ich prawdziwy koszmar jeszcze na dobre się nie zaczął… Szczególnie tego malutkiego synka.
Handlarz żąda za życie mamy i jej dziecka 5000 złotych. Ich wykup, transport i późniejsze utrzymanie to koszt 8000 złotych. Każdy dzień przybliża je do śmierci. Każdy dzień przybliża mamę do traumy i okrutnego transportu, każdy dzień przybliża jej synka do prawdziwego koszmaru… Jeżeli nie uda się nam im na dobre pomóc.
Laden...