Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Not got a RatujemyZwierzaki account?
Morelka przez potwornie długi czas pozostawała niewidoczna, lecz gdy tylko jej postać wyszła na światło dzienne, to nie została jedynie dostrzeżona, ale i pokochana. A teraz zamiast zniknąć w nicości może pokazać całemu światu jakich cudów może dokonać taka drobna kruszynka, gdy tylko da się jej na to szansę. Leczenie Morelki nadal trwa i choć jest jej już trochę więcej, to droga przed nami wciąż daleka. Ale jak już ruszyliśmy na szlak ku lepszemu życiu, to już z niego nie zejdziemy, nim nie osiągniemy celu. Nieopisanym szczęściem jest, że możemy w tę podróż zabrać również Was kochani Darczyńcy.
To dzięki Wam Morelka ma szansę wygrać w grze zwanej życiem, za co nigdy nie będę w stanie wystarczająco dobrze podziękować. Tajemnicza osóbko, która zakończyłaś zbiórkę, wlałaś w moje serce mnóstwo siły na dalszą drogę. Ten świat potrzebuje więcej osób podobnych Tobie. Jeszcze raz ogromnie dziękuję za serce okazane Morece.
Wszystkie dotychczasowe wydatki na Morelkę są już dostępne w załączniku. Nie jest to jeszcze pełna kwota, ale wciąż czekamy m.in. na kolejne szczepienia, odrobaczenia, badania krwi oraz RTG wszystkich kopyt. Gdy tylko będę miała faktury, to uzupełnię o nie załącznik.
Zbiórka ma na celu uratowanie życia Morelki. A kto to taki?
To mała, krucha istotka zapomniana i zagubiona w tym wielkim świecie. Morelka jest w opłakanym stanie, ale jeśli tylko dasz jej na to szansę, to może odwrócić swój los. Jej drobne ciałko w środku lata pokryte jest grubą warstwą sierści, która nieskutecznie próbuje zasłonić żebra odznaczające się na ciele kucynki. Istny mały koński szkielet prowadzą drobne, delikatne nóżki zakończone zdeformowanymi kopytkami.
Taki oto przerażający obraz maluje się przede mną, gdy patrzę na umęczoną Morelkę, która jednak nadal potrafi znaleźć w sobie siłę, by stawiać kolejny krok za krokiem. Marzy mi się, żeby to była podróż ku zdrowiu i wygodzie. Marzy mi się, żeby na końcu tej drogi było wygodne i szczęśliwe życie starutkiej kucynki. Ze względu na jej niewielkie rozmiary stawia oczywiście malutkie kroczki, ale chyba takie są właśnie teraz najbardziej potrzebne.
Na drodze, którą musimy razem przemierzyć, by dotrzeć do wymarzonego celu, mamy kilka naprawdę wymagających przeszkód do przebrnięcia.
Pierwszą z nich jest ogólny stan jej organizmu. Tej przeszkody nie da się obejść, ani przeskoczyć. Musimy mozolnie przez nią przebrnąć powoli okładając drobne ciałko Morelki tkanką mięśniową, ale na tym nie koniec. Mamy także do czynienia między innymi z szeregiem niedoborów, anemią oraz stanem zapalnym w organizmie. Takie wnioski można wyciągnąć po pierwszych wynikach badań jakie już znamy. Poradzenie sobie z tym wszystkim będzie wymagało ogromnej ilości zaangażowania i sumiennej, codziennej pracy, a to dopiero pierwszy krok. Pierwsza przeszkoda...
Następną jest ochwat, z którym trzeba postępować wyjątkowo ostrożnie. Tu będzie trzeba znacznie więcej czasu, ale z całą pownością ani krzty mniej energii. Morelka jest bez dwóch zdań twardzielką, lecz chcąc dojść do pełni zdrowia musi przygotować się na długą batalię, która może być naznaczona zarówno wzlotami, jak i upadkami. Wierzę jednak głęboko, że dzięki dobrej opiece kowalskiej, weterynaryjnej i codziennej rehabilitacji na KOŃcu Świata ostatecznie będzie mogła radośnie unieść nos ku górze i udowodnić, że w małym kucyku drzemie ogromna siła.
Muszę spróbować jej pomóc. Innego wyjścia po prostu nie widzę.
Kolejną przeszkodą będzie fatalny stan uzębienia tej końskiej kruszynki. Morelka nie pobiera już siana. Nie jest go w stanie pogryźć. Niewątpliwe jest najstarszym kucykiem na KOŃcu Świata. Przyjmując ją pod swoją opiekę wiem, że wiąże się to z karmieniem co około 2 godziny specjalnie przygotowanymi papkami. Przejdzie pierwszą korektę uzębienia, ale dopiero po dokładniejszych badaniach. Wiem już również, że ma bardzo słabe serduszko. Kroplówki podawaliśmy jej ponad 5 godzin...
Na koniec przeszkoda, której najzwyczajniej w świecie pokonać się nie da. Długa sierść pozostała na ciele nawet w środku upalnego lipca wraz z ochwatem sugerują, że najprawdopodobniej Morelka jest chora na cushinga, który jest nieuleczalny. Objawy na to wskazują, lecz wciąż czekam na oficjalne potwierdzenie poprzez badanie krwi. Jak już wspomniałam z cushingiem nie da się wygrać, ale da się z nim żyć. Podając specjalne (potwornie drogie) leki możemy zniwelować wyniszczające aspekty choroby. Na te wyniki wciąż czekam, będą w przyszłym tygodniu.
Poprzedni właściciel maleńkiej Morelki sam zmaga się z chorobą. Poznałam go osobiście, gdy przyjechałam po Kruszynkę. Jest w bardzo złym stanie... Jest w trakcie walki z nowotworem złośliwym i szukał pomocy dla kucyni, bo zabrakło mu już sił, by dalej się nią opiekować.
Jak sam widzisz przed Morelką całe mnóstwo wyzwań, które mogą przerosnąć tak niewielkie stworzenie. Poddanie się nie wchodzi jednak w grę. Mała ma siłę, żeby walczyć, więc ja też ją znajdę. Ta walka może się jednak odbyć tylko z Tobą u boku. Bez Twojego wsparcia jestem tylko ja i ona, a to za mało, żeby wyjść zwycięsko z tej potyczki.
Morelka to naprawdę bardzo mała istotka. Na pewno znajdziesz dla niej odrobinę miejsca w swoim sercu. Pomóż jej proszę przezwyciężyć los. Pozwól jej na nowo cieszyć się życiem.
Razem uratujmy Morelkę...
Chciałabym, żeby zbiórka objęła koszty pierwszej diagnostyki, dalszego leczenia, specjalnej paszy, leków i suplementów, których będzie potrzebowała Morelka przez najbliższe miesiące.
Tylko tyle i aż tyle, żeby ją uratować.
Będę dodawać aktualizacje do zbiórki i na bieżąco uzupełniać ją o faktury. Kochani, leczenie Morelki będzie bardzo kosztowne, ale walczymy o jej życie. Bez Ciebie nie dam rady.
Loading...